RSS
czwartek, 23 lutego 2012
Mnóstwo rzeczy

Prawdopodobnie za dużo różnych rzeczy ostatnio kupuję. Zwłaszcza dotyczy to ubrań i innych części garderoby. Szafa wypełniona po brzegi, gdzieś jeszcze upchane pudełka z nowymi butami, gdzieś włożone krótkie spodenki z nieoderwaną metką, gdzieś wciśnięty szalik i bokserki. Wszystko z myślą, że tego potrzebuję i że polepszy to moje życie. A więc kupuję, nic już się nie mieści. Oczywiście wszystko nowe, choć już w większym rozmiarze. Aaa, są i nowe podkoszulki, pasek i tak dalej. Bo potrzebuję, bo to ładne i niedrogo. I tak się otaczam tym, bo z tym ma być lepiej i wygodniej.

Wiem, że nie jest, ale jakby miało pomóc, to czemu nie próbować. 

I zmorą są sklepy internetowe. Bo to już nie wystarczy wybrać się na zakupy, ale można robić je w domu. Te same. I wszystko z myślą, że jak tego nie kupię to coś stracę. A przecież nikt nie chce tracić. Chcę ładnie wyglądać i się podobać. I to ma mi niby w tym pomóc. 

22:04, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lutego 2012
Wymyślanie nowych zajęć

Co za dziwny luksus wolnego czasu. Wracam z pracy i całą resztę dnia mam wolną. Nie tak jak na studiach, gdy ciągle były jakieś zajęcia, zadania, wyjścia. Teraz obowiązki kończą się po wyjściu z biura. Co za odpowiedzialność z tego powodu, bo lenistwo tylko myśli, żeby zająć resztę dnia. Znaleźć muszę jakąś pasję, jakieś zajęcie, które wyrwie mnie z tego odrętwienia. Z mocnym postanowieniem i trochę mniejszą wiarą, że się uda (bo jednak podejrzewam, jak może się to skończyć, ale też cieszę się, że biorę się w garść), wymyślam nowe rozrywki. Na razie trwa proces wymyślania, który jeszcze nie dał żadnego rozwiązania. A więc myślę, w tle film dokumentalny o Szymborskiej, dalszym tłem rzężenie grzejnika. Wszystkie pomysły będą mile widziane. Nie chce już spędzać kolejnej godziny na wertowaniu przecen w sklepach odzieżowych, bo garderoba już uzupełniona i każda kolejna rzecz to tylko wynik kaprysu. Podejrzewam (biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia), że mógłbym tak wiele zrobić i osiągnąć. A z drugiej strony widzę, że jak coś nie jest moim obowiązkiem, to zabrać się za to nie umiem. 

19:45, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Dość słaby

Przeglądam podręcznik do angielskiego z dawnych lat i znajduję moment, w którym jednym z trudniejszych słówek jest 'fragile egos". Zawsze uważałem, że dotyczy to mnie i idealnie mnie charakteryzuje. Od tego czasu chyba niewiele się zmieniło. Może nawet poczucie własnej wartości trochę spadło i spowodowało, że staje się uzależniony od swojego chłopaka: od tego co wymyśli, co powie, kiedy zadzwoni, czy zadzwoni, z kim się spotyka, co napisze, czemu nie pisze, czy ma czas... I wszystkim znowu bardzo się przejmuję, bo gdyby nie on, to zostałbym sam. Widzę teraz to wyraźnie, gdy wyjechał na kilka tygodni. Nawet sobie radzę. Wszystko dokładnie planuję, aby każdy wieczór zagospodarować i nie siedzieć zbyt długo samemu w mieszkaniu. Ale też czuję, że spokój to tylko pozorny, bo nie mogę teraz znaleźć zajęć, którymi mógłbym się z radością zająć i które oderwałyby mnie od tego myślenia. Pisanie bloga pewnie jest też tego próbą. Oj, nie jestem z tego zadowolony. Ani z pracy do której chodzę codziennie na 8 30. Ani z mieszkania, w którym mieszkam, chociaż bardzo je lubię i nie wyobrażam sobie innego. Ani z tego, że gdy dziś chciałem porozmawiać i jedna osoba nie odebrała telefonu to już nie miałem do kogo zadzwonić. Oj, nie tak to miało się układać, nie tak. I z kilkoma setkami znajomych na fb, z chłopakiem, z rodziną, ze znajomymi, czuję się po prostu samotnie. A fragile egos chyba sobie z tym nie radzą. 

22:55, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
O, i znowu to samo

Jesień i zima nie są najlepszymi porami roku do mieszkania w dużym i zimnym domu. Po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że jest zimno. I ten powód wszystko tłumaczy. Każda codzienna czynność zdaje się być kilka razy trudniejsza, niż jest normalnie. Chciałoby się wyłączyć rzężący grzejnik i krzyknąć przy tym "cicho bądź", a nawet go kopnąć, ale w końcu tylko on pomaga podnieść temperaturę. No więc zostaje. Duży pokój, ja ciepło ubrany, z boku grzejnik wydający ciągle ten sam dźwięk i kilka spraw do załatwienia w tym kilka pomysłów czekających na większą ilość determinacji. Ot, jesienno-zimowy wieczór, który głównie polega na czekaniu, że coś się zmieni na korzyść. Tak, samo nic się nie zmieni.

wtorek, 19 października 2010
powinno się układać

Niby wszystko się powinno się układać. W końcu znalazłem chłopaka, z którym spotykam się od jakiegoś czasu. Jednak mam wrażenie, że znowu chwyta mnie jesienna chandra.

 

Wszystko dlatego, że nie mam ostatnio żadnego zajęcia. Niby pewnym zajęciem jest szukanie pracy, ale lepszym byłoby już jej znalezienie. A więc dzień po dniu przeglądam oferty, wysyłam cv i staram się pisać chwytliwe listy motywacyjne, ale jak na razie bez większych sukcesów.

 

Tak, łapie mnie chandra i oczekiwałbym od swojego nowego znajomego trochę więcej zainteresowania. A on na złość ostatnio tak zajęty, że coraz rzadziej się spotykamy. I łapię się na tym, że czekam, aż w końcu zadzwoni albo napisze smsa, a jak tego nie robi, to zaczynam się dziwnie na niego denerwować. Podejrzewam, że jak dalej tak potrwa, to będę dla niego niemiły, a co gorsze, swoje niepowodzenia zrzucę na niego. Najlepiej byłoby znaleźć jakieś satysfakcjonujące zajęcie, które odciągnęłoby mnie od takich myśli. Bo gdy one krążą mi tylko po głowie to nie jestem ani towarzyski ani już na pewno nie wydaję się dla kogoś atrakcyjny...

 

No i z tego powodu zacząłem się bać, że pewnie wkrótce zostanę sam i to właśnie wtedy, gdy chyba zacząłem się angażować w tę znajomość. Więc boję się jeszcze bardziej.

20:01, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 sierpnia 2010
bilans

Zakładając ten blog chyba założyłem sobie, że o tej porze będę miał chłopaka. Założenie dość głupie i banalne, choć chodziło w nim raczej o pewną zmianę życia na bardziej towarzyskie. Miało to poskutkować tym, że nie będę już samotny. Wyobrażam sobie, że tak właśnie się stanie, gdy go znajdę.

Dziś czuję się tak samo samotny. Chłopaka nie widać na horyzoncie, znajomych też tak jakby mniej.

Nie, nie narzekam na taką sytuację. Trochę to z mojego wyboru. Mam swój piękny profil na fellow. Dostaję wiadomości od chłopaków, na które nawet przestałem odpisywać. Wydaje mi się, że lepiej nic nie pisać, niż odpowiedzieć, że:

-nie podoba mi się,

-pisze głupoty,

-nie chce mi się z nim rozmawiać (co pewnie jest chyba przyczyną wtórną dwóch wyżej wymienionych).

Znam już też większość tych zdjęć na pamięć. Nic nowego, nic ciekawego. No, ale niech będzie ten profil już sobie tam istniał i czekał na jakieś lepsze czasy, na nowych odwiedzających. Teraz czekam tylko, aż liczba odwiedzających zrówna się z liczbą odwiedzonych, co sobie założyłem jako idealny termin wyłączenia komputera i pójścia spać.

sobota, 05 czerwca 2010
nie chciałem i chciałem

Jak to dziwnie się wszystko układa. Poznaję w końcu chłopaka, który jest przystojny i zabawny, i któremu daję później do zrozumienia, że nie chcę się z nim spotykać. Ale nie chciałem tylko na początku. Byłem zmęczony, byłem zaskoczony całą tą sytuacją jego poznania i tego, że wszystko działo się tak szybko. Potrzebowałem trochę czasu, żeby to wszystko ułożyć sobie w głowie, więc napisałem mu: spotkajmy się innym razem. Chyba zrozumiał to jako próbę spławienia go i przestał się odzywać. Zauważyłem to oczywiście po paru dniach, gdy już zdecydowany na kontynuowanie znajomości, zaproponowałem mu spotkanie.

Z drugiej strony... chyba nie był taki świetny i chyba nie podobałem mu się tak bardzo, żeby chciało mu się dalej spotykać.

I najzabawniejsze w tej całej sytuacji było to, że po pierwszym spotkaniu miałem nadzieję, że zgubi mój numer albo że pomyliłem się mu go podając i ciągle sobie powtarzałem, że nie chcę, żeby się odezwał, że jednak nie chcę mieć chłopaka, bo wszystko się wtedy komplikuje... No to się nie odzywa.

All the best - jak napisał w ostatniej wiadomości

13:18, pinocchio7
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 maja 2010
nowi młodzi znajomi

Zabawne mieć znajomych sporo młodszych od siebie. Zabawne jest to, że tej różnicy wieku często nie widać. W naszych rozmowach, marzeniach i planach jest bardzo dużo wspólnego. Może są tylko bardziej pewni siebie i tego, że wszystko im się uda. A ja już nie zawsze tak mam. Dobrze byłoby na powrót mieć tyle entuzjazmu co 8 la temu.

14:02, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 kwietnia 2010
francuski

Jednym z ostatnich marzeń, właściwie takich fantazji, jest umiejętność mówienia po francusku. Co z tego, że kiedyś uczyłem się tego języka, skoro do dzisiaj zostało mi w głowie jedynie pytanie 'jak leci?'. A chciałbym umieć powiedzieć więcej, a jeszcze więcej rozumieć. Rozumieć francuski na tyle, żeby bez trudności i napisów oglądać film francuski. Żeby z łatwością porozmawiać z ulubionym piosenkarzem.

Tak, to raczej fantazja. Doskonale radzę sobie bez tego, ale jeżeli jednak bym umiał, to byłby to jakiś luksus. Fajnie też jednak tylko pomyśleć o sytuacji, która pewno się nie zdaży. Kiedy spotykam pod swoim domem Simona i rozmowamie w jego języku. Właściwie tylko po to byłby mi potrzebny francuski. Żeby porozmawiać z Simonem. Filmy mogę sobie darować, w końcu nie ma ich tak wiele, jak tych po angielsku, a nawet jak są, to dialogi po francuski wydają się przez to bardziej ciekawe. W gruncie rzeczy, z Simonem będę mógł porozmawiać po angielsku. Pół życia spędził w Kanadzie i też sobie całkiem nieźle radzi. Ja mniej niż pół na lekcjach, ale to nic.

Co gorsza, nie mam już tyle sił i czasu na naukę nowego języka, ale zostaje ich na tyle, że widzę sytuację, w której spotykamy się niedaleko mojego domu, on zaskoczony tym, że ktoś go w ogóle poznał daje zaprosić się na kawę. Miło w końću z kimś porozmawiać po francusku, a nie ciągle tylko ten angielski i angielski. I w ogóle co za zbieg okoliczności, że spotykam go właśnie tutaj, w czerwcowy poranek, gdy wybrałem się do sklepu po zakupy.

19:46, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 marca 2010
niedzielny obiad

Musiałem dzisiaj wstać wcześniej. Budzik przestawiałem kilka razy, aż w końcu udało mi się wyjść z łóżka i dojść do kuchni. Później było juź tylko łatwiej. Szybko zabrałem się za sprzatanie, później mycie się, zakupy. W południe zabrałem się za gotowanie. Wszytko musiało być jak najleży, bo przecież nie miałem jeść sam. Starałem się jak mogłem, bo przyjśc miał znajomy gej, którego nawet już nie pamiętem jak nazywam na tym blogu, ale niech będzie, że Zawodny. Zadowdny, bo gdy juz wszystko było gotowe, dostałem wiadomość, że nie przyjdzie. Odpisałem: 'szkoda', bo nie ma co znowu dawać się nabrać na to, że mogę być dla niego kimś więcej niż tylko znajomym, o którym przypomina sobie, gdy wpada w jakieś kłopoty lub gdy psuje mu się humor.

Istnieje właściwie wielu panów Zawodnych. Inny z nich, pożyczył ode mnie książkę i zapomniał oddać, ale nie zapominająć przestać się odzywać. Ot tak, bez powodu. A może jakiś powód ma, ale tylko jemu znany. W sumie wyszedł na tym bardzo dobrze.

A w tym tygodniu czeka mnie:

-spotkanie z jakimś chłopakiem poznanym na portalu. Nawet mi sie nie podoba, ale w sumie jakiś znajomy sie przyda. Lepiej skończę z nastawieniem, że każdy spotkany gej to materiał na potencjalnego chłopaka.

-czekanie, czy odezwie się Pan Zabawny, bo ma się odezwać. Tak mówił.

-no i może założę facebooka. W końcu nie może to być takie straszne. Znajdę dobre zdjęcię i nie będę dodawął osób, z którymi rozmawiałem raz w życiu i tych, z którymi nie będę rozmawiał w najbliższym czasie.

Dodając, że robi się ciepło. Mam porządek w mieszkaniu, dzięki wizycie, która nie doszła do skutku oraz mało zajęc na studiach, ten tydzień nie powienien być zły. A właściwie zapowiada się całkiem nieźle.

Tak, lubię poniedziałki. Bo to juz poniedziałek.

 

02:03, pinocchio7
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4